Dziewczęca nutka.
Przy okazji tworzenia ostatnio nowego projektu dla Kamili, zdałam sobie sprawę, że nie pokazałam jeszcze poprzedniego, który robiłam dla jej córeczki. Nasza współpraca zaczęła się od wizualizacji salonu (KLIK) i okazuje się, że od tego czasu minęły już aż dwa lata! Kamila zauważyła, że odzywa się co roku do mnie z nowym pomieszczeniem do zaprojektowania. Tak właśnie po drodze do projektu korytarza, który właśnie skończyłam, rok temu był pokój dziewczęcy. W związku z tym, że jak sami widzicie minęło troszkę czasu, więc nie pamiętam już dokładnie jakie wytyczne co do pokoju miałam, ale pokażę Wam to wnętrze, bo ostatnio mam wrażenie, że projektuję same pokoje chłopięce, więc niech to będzie mała odmiana.
Gdy rozpoczynaliśmy planować pomieszczenia w naszym domu byłam na etapie gdy nogami i rękoma zapierałam się, że dom to dom, a praca to praca i ja w domu pracować nie będę! To był moment gdy bardzo starałam się rozgraniczać te dwie rzeczy, co nie było dla mnie łatwe, bo mając swój biznes miałam wrażenie, że momentami pracuję non stop z przerwą na sen. Któregoś dnia powiedziałam sobie dość i rzeczywiście udawało mi się pracować tylko w naszym studiu, w ciągu dnia w domu od wyznaczonej sobie godziny zajmowałam się jedynie blogiem i rzeczami z nim związanymi, a do tego wystarczała mi sofa lub ewentualnie latem moja huśtawka na balkonie. Ale! przyszła pandemia, która zupełnie przeorganizowała też i funkcjonowanie naszego biznesu.
Biuro z dużym skosem.
Największą satysfakcję czuję kiedy Klienci do mnie wracają z kolejnym projektem. I chociaż pierwszego, który robiłam Agnieszce i jej rodzinie jeszcze nie widzieliście, to pokażę Wam już drugi projekt. Jest on znacznie mniejszy w stosunku do pierwszego, ale uwielbiam i takie małe metamorfozy jednego pomieszczenia. Agnieszka zgłosiła się do mnie ze swoim biurem, które z pozoru wygląda naprawdę dobrze! Na ścianach jest ładny odcień szarości, naturalna, fajna podłoga, są nawet meble, które wykorzystamy w tej zmianie, ale przede wszystkim brakuje miejsca do pracy i takiego ostatniego wykończenia. To właśnie było moje zadanie i przygotowałam Agnieszce trzy propozycje na rozwiązanie tych problemów.
Jak najwięcej miejsca na klocki w męskiej jaskini!
Właśnie pisząc ten post stwierdziłam, że nawet nie będę wrzucała tu wizualizacji, gdyż jak teraz na nie patrzę to po pierwsze jest ich chyba 10 wersji, a po drugie żadna z nich nie doczeka się realizacji... Teraz już wiecie skąd ten tytuł posta? Myślałam, że najtrudniej projektuje się dla siebie, ale nie! Okazuje się, że najtrudniej tworzy się dla swojego męża! Ogólnie stwierdzam, że ten pokój to nie jest łatwe zadanie, bo stworzyć męskie, dorosłe wnętrze ale wypełnione zabawkami to na pierwszy rzut oka totalne przeciwieństwo. Dodatkowo jak to ja chciałam przemycić tu troszkę klimatu jaki mamy w całym domu, bo jak wiecie uwielbiam spójne wnętrza, no ale niestety Łukasz miał tutaj swoją, kompletnie inną wizję. Na koniec końców stwierdziłam, że to jego pokój, jego marzenie i nich ma tutaj jak chce, a ja się nie wtrącę... No prawie nie wtrącę :)
Mieszanka wszystkiego po trochu.
Nowy rok rozpoczynam na blogu z przytupem, bo marzyłam by pokazać Wam wreszcie ten niesamowity dom! Jest to parterowy bliźniak w pięknym, ciepłym przez cały rok miejscu. Klienci pragnęli tu stworzyć miejsce idealne do codziennego, rodzinnego życia. Miała to być mieszanka wiejskiej chaty, wakacyjnego boho, z odrobiną meksykańskiego Tulum i wstawkami ze szprosami. Ale jest tu coś, co sprawia, że ten dom jest nietuzinkowy i właśnie od tego miejsca zaczniemy nasz spacer!